Oczywiście, scenariusz pisany pod
~*~
- A ja jestem sierotka Marysia - odparłaś z uśmiechem.
- Nie, ona chociaż była ładna. - odgryzł się Myungsoo.
Właśnie kłóciłaś się z nim przy obiedzie. Byłaś w dormie Infinite, ponieważ zaprosił Cię tam twój przyszywany brat - Sunggyu. Lider często prosił Cie o rady. W końcu zostałaś psychiatrą, a niektórym jednak by się przydał. Między innymi - Myungsoo. Właśnie on. Twoja jedyna miłość. Poznałaś do przez przypadek. Dosłownie.
"Szłaś ulicą z zakupami. Pora zrobić jakiś porządny obiad, w końcu nie sama nauką żyje człowiek, prawda?
Chciałaś jak najszybciej znaleźć sie w cieplutkim domku. Zima to zdecydowanie nie jest twoja ulubiona pora roku. Jest zimno i trzeba się grubo ubierać.
Idąc zauważyłaś małego, kulącego kotka na środku ulicy. Samochodów w tym momencie nie było, więc bez namysłu zostawiając zakupy ruszyłaś po małego kotka. Udało Ci się go zabrać, ale wracając zauważyłaś, że twoje zakupy zniknęły. Trzymał je jakiś chłopak, który stał na środku ulicy. Położył je tam i uciekł. Przejeżdżający samochód przejechał je, a twoje mleko, jajka i inne produkty zostały zmiażdżone.
No tak.
Odstawiłaś kotka na trawniku, a on momentalnie uciekł. Wzrokiem szukałaś ciemnowłosego chłopaka. I znalazłaś. Stał roześmiany po drugiej stronie ulicy.
Podeszłaś do swoich już nie zakupów i spojrzałaś na nie. Nic po nich nie zostało. Podniosłaś wzrok na chłopaka.
- Nudzi Ci się?!?
- Jak widać ... - Kłóciliście się jeszcze chwile i rozeszliście się w swoje strony.
Następnego dnia Sunggyu chciał się pilnie spotkać, abyś poznała jego przyjaciół. Jako dobra siostra, zgodziłaś się bez wahania. Ubrana w białą, przewiewną bluzkę i rozkroszowaną spódniczkę udałaś się do miejsca spotkania. Była nim kawiarenka niedaleko jego mieszkania.
Czekałaś dobre 10 min w środku, a ich nie widać.
Poczekałaś jeszcze trochę i gdy zdecydowałaś się już wyjść, oni własnie weszli do pomieszczenia. Było ich siedmiu. Same przystojniaki, pomyślałaś.
- Długo czekasz __? - spytał Gyu.
- Nie, przed chwilą przyszłam. - odpowiedziałaś uśmiechnięta, a Sunggyu odetchnął ciężko. Nie lubił gdy coś się Tobie działo przez niego. Przejechałaś wzrokiem po wszystkich chłopcach. Zatrzymałaś się na jednym z nich. Był to ten sam chłopak z dnia, w którym straciłaś swoje jedyne jedzenie. Chwilę mu się przypatrzyłaś i krzyknęłaś wskazując na niego palcem - TO TY!
Wszyscy popatrzyli się na ciebie jak na wariatkę. Jednak nie wiedzieli jeszcze dlaczego tak się zachowałaś.
- Ten twój "ty" ma imię - odrzekł spokojnie L.
- Powinieneś oddać mi kasę za mleko, wiesz.
- A ty oddać mi mój cenny czas.
- Ktoś Ci kazał?
Kłóciliście się jeszcze chwilkę, ale przerwał wam SungYeol.
- O co wy się w ogóle kłócicie?
Popatrzyliście na niego w tym samym momencie i powiedzieliście razem:
- CICHO!
Od tamtego dnia przychodziłaś do nich coraz częściej, a w codziennym byciu, kłótni z Myungsoo nie brakowało. "
- __ jedz, a nie się z nim kłócisz.
- To on się kłóci ze mną!
- To ty ze mną! - i dalej powróciliście do swoich kłótni. Taki bywał wasz każdy dzień. Normalka.
- Zachowujecie się jak stare małżeństwo - powiedział Dongwoo.
- CO? - krzyknęliście jednocześnie
- O nie, ja wychodzę - i wyszłaś. Wiele było takich sytuacji, w których kłóciłaś się z Myungsoo aż do bólu. Chłopcy tego nie lubili dlatego wam tak docinali. Nie lubiłaś tego, byłaś świadoma swoich uczuć do Myungsoo. Tak, kochałaś go, więc takie kłótnie wręcz uwielbiałaś. Ale nie powiesz mu o tym, że od tego pamiętnego dnia zapadł Ci w sercu.
"Wyszłaś właśnie ze szkoły, gdy przed jej bramą stał L. Zdziwiłaś się, ponieważ jego najmniej się tam spodziewałaś.
- Co ty tutaj robisz?
- Kazali mi przyjść po Ciebie
- Przecież sama mogę wrócić
- "Ciemno jest, a teraz to jakieś pedofile krążą wkoło" - Myungsoo zacytował słowa Sunggyu. Martwił się o Ciebie.
- Super, nie chce wracać z Tobą.
- Musisz.
-Ja nic nie muszę - odrzekłaś i uciekłaś. Biegłaś przed siebie, a on za Tobą. Nie mógł Cię dogonić, byłaś za szybka. No, ale to był błąd. Gdy spojrzałaś się za siebie aby sprawdzić czy L za Tobą biegnie, przed Tobą pojawił się mężczyzna. Stary i obleśny. No tak, Sunggyu jak zawsze ma rację.
- A co o tej porze robi sama dziewczynka tutaj?
- Ale pan ciekawski ....
- Taka moja natura, może się zabawimy?
- Niech pan najpierw kupi zabawki, może wtedy.
- W domu mam ich pełno, chcesz zobaczyć?
- Ale ja bawię się tylko lalkami Barbie, a pan raczej takich nie ma.
- Może jednak sprawdzisz?
- Mój Ken mi na to nie pozwala.
- Masz Kena?
- Mam
- Bo tak się składa, że moja Barbie potrzebuje Kena, chcesz mi go przynieść?
- To ja może po niego pójdę ...
- Przejść się z Tobą, maleńka?
- Nie, ochrona mi nie potrzebna.
- Ojj, ale tak niebezpiecznie samej po nocy chodzić. Jeszcze Cię napadną.
- No własnie, niech pan ucieka, może pana ktoś okraść. - kłócąc się z nim, nie zauważyłaś stojącego za Tobą L'a.
- A ty chłopcze co tutaj robisz? - zwrócił się do niego, a ty momentalnie się odwróciłaś. Chłopak stał .. Zdenerwowany? Wkurzony? Chyba tak ...
- Ja przyszedłem po moją Barbie.
- Widzisz pan ... To jest właśnie mój Ken.
- Ej! Młody, pożyczysz mi twoją lale na jakiś czas? Moja nie chcą się ze mną bawić ...
- Jasne - popchnął Cie do starszego pana i zrobił krok. - proszę bardzo - po chwili złapał Cię za nadgarstek i pociągnął za siebie, wymierzając pięść w stronę twarzy staruszka. Myungsoo złamał mu nos. - Miłego wieczoru, proszę pana. - I uciekliście w stronę dormu.
Od tej pory zaimponował Ci i spodobał się."
___ poczekaj! - zawołał jakiś głos z tyłu. Rozpoznałaś go. Sunggyu, chyba się zmartwił, znowu ...
- Po co za mną biegłeś?
- Za każdym razem jak jemy obiad, ty wychodzisz.
- No i co? - zapytałaś głupio.
- Martwię się. Czy Myungsoo coś Ci zrobił?
- Boże, Synggyu. Mówisz jak mama. - roześmiałaś się. Lubiłaś jak Cie pocieszał. Była taki opiekuńczy. Podczas rozmowy poszliście do parku i usiedliście na ławeczce.
- Dlaczego się tak zachowujesz? - spytał
- Jak?
- Przecież widzę. dlaczego mu tego nie powiesz? - Jak przystało na twojego brata, jak zwykle wszystko o Tobie wiedział. O miłości też.
- Od kiedy?
- Noo, od tygodnia? Od tej kłótni o batona.
- A, pamiętam.
"Razem z Sunggyu poszłaś kupić jedzenie do supermarketu. Lodówka świeciła pustkami, a ty jako jedyna kobieta musiałaś iść po zakupy.
- Ciekawe gdzie poszedł Myungoo - powiedział Gyu wpatrzony w etykietę dżemu.
- Pewnie gdzieś się błąka, jak zawsze. - odparłaś. - idę na słodycze
- Dobra
Powędrowałaś spokojnie na dział słodyczy i popatrzyłaś na batony. Chłopcy je uwielbiali, szczególnie Myungsoo. Jakie on lubi batony? pomyślałaś. Postanowiłaś wziąć czekoladowego. Jednak gdy sięgałaś po niego, przez przypadek dotknęłaś czyjejś ręki.
Chciałaś jak najszybciej znaleźć sie w cieplutkim domku. Zima to zdecydowanie nie jest twoja ulubiona pora roku. Jest zimno i trzeba się grubo ubierać.
Idąc zauważyłaś małego, kulącego kotka na środku ulicy. Samochodów w tym momencie nie było, więc bez namysłu zostawiając zakupy ruszyłaś po małego kotka. Udało Ci się go zabrać, ale wracając zauważyłaś, że twoje zakupy zniknęły. Trzymał je jakiś chłopak, który stał na środku ulicy. Położył je tam i uciekł. Przejeżdżający samochód przejechał je, a twoje mleko, jajka i inne produkty zostały zmiażdżone.
No tak.
Odstawiłaś kotka na trawniku, a on momentalnie uciekł. Wzrokiem szukałaś ciemnowłosego chłopaka. I znalazłaś. Stał roześmiany po drugiej stronie ulicy.
Podeszłaś do swoich już nie zakupów i spojrzałaś na nie. Nic po nich nie zostało. Podniosłaś wzrok na chłopaka.
- Nudzi Ci się?!?
- Jak widać ... - Kłóciliście się jeszcze chwile i rozeszliście się w swoje strony.
Następnego dnia Sunggyu chciał się pilnie spotkać, abyś poznała jego przyjaciół. Jako dobra siostra, zgodziłaś się bez wahania. Ubrana w białą, przewiewną bluzkę i rozkroszowaną spódniczkę udałaś się do miejsca spotkania. Była nim kawiarenka niedaleko jego mieszkania.
Czekałaś dobre 10 min w środku, a ich nie widać.
Poczekałaś jeszcze trochę i gdy zdecydowałaś się już wyjść, oni własnie weszli do pomieszczenia. Było ich siedmiu. Same przystojniaki, pomyślałaś.
- Długo czekasz __? - spytał Gyu.
- Nie, przed chwilą przyszłam. - odpowiedziałaś uśmiechnięta, a Sunggyu odetchnął ciężko. Nie lubił gdy coś się Tobie działo przez niego. Przejechałaś wzrokiem po wszystkich chłopcach. Zatrzymałaś się na jednym z nich. Był to ten sam chłopak z dnia, w którym straciłaś swoje jedyne jedzenie. Chwilę mu się przypatrzyłaś i krzyknęłaś wskazując na niego palcem - TO TY!
Wszyscy popatrzyli się na ciebie jak na wariatkę. Jednak nie wiedzieli jeszcze dlaczego tak się zachowałaś.
- Ten twój "ty" ma imię - odrzekł spokojnie L.
- Powinieneś oddać mi kasę za mleko, wiesz.
- A ty oddać mi mój cenny czas.
- Ktoś Ci kazał?
Kłóciliście się jeszcze chwilkę, ale przerwał wam SungYeol.
- O co wy się w ogóle kłócicie?
Popatrzyliście na niego w tym samym momencie i powiedzieliście razem:
- CICHO!
Od tamtego dnia przychodziłaś do nich coraz częściej, a w codziennym byciu, kłótni z Myungsoo nie brakowało. "
- __ jedz, a nie się z nim kłócisz.
- To on się kłóci ze mną!
- To ty ze mną! - i dalej powróciliście do swoich kłótni. Taki bywał wasz każdy dzień. Normalka.
- Zachowujecie się jak stare małżeństwo - powiedział Dongwoo.
- CO? - krzyknęliście jednocześnie
- O nie, ja wychodzę - i wyszłaś. Wiele było takich sytuacji, w których kłóciłaś się z Myungsoo aż do bólu. Chłopcy tego nie lubili dlatego wam tak docinali. Nie lubiłaś tego, byłaś świadoma swoich uczuć do Myungsoo. Tak, kochałaś go, więc takie kłótnie wręcz uwielbiałaś. Ale nie powiesz mu o tym, że od tego pamiętnego dnia zapadł Ci w sercu.
"Wyszłaś właśnie ze szkoły, gdy przed jej bramą stał L. Zdziwiłaś się, ponieważ jego najmniej się tam spodziewałaś.
- Co ty tutaj robisz?
- Kazali mi przyjść po Ciebie
- Przecież sama mogę wrócić
- "Ciemno jest, a teraz to jakieś pedofile krążą wkoło" - Myungsoo zacytował słowa Sunggyu. Martwił się o Ciebie.
- Super, nie chce wracać z Tobą.
- Musisz.
-Ja nic nie muszę - odrzekłaś i uciekłaś. Biegłaś przed siebie, a on za Tobą. Nie mógł Cię dogonić, byłaś za szybka. No, ale to był błąd. Gdy spojrzałaś się za siebie aby sprawdzić czy L za Tobą biegnie, przed Tobą pojawił się mężczyzna. Stary i obleśny. No tak, Sunggyu jak zawsze ma rację.
- A co o tej porze robi sama dziewczynka tutaj?
- Ale pan ciekawski ....
- Taka moja natura, może się zabawimy?
- Niech pan najpierw kupi zabawki, może wtedy.
- W domu mam ich pełno, chcesz zobaczyć?
- Ale ja bawię się tylko lalkami Barbie, a pan raczej takich nie ma.
- Może jednak sprawdzisz?
- Mój Ken mi na to nie pozwala.
- Masz Kena?
- Mam
- Bo tak się składa, że moja Barbie potrzebuje Kena, chcesz mi go przynieść?
- To ja może po niego pójdę ...
- Przejść się z Tobą, maleńka?
- Nie, ochrona mi nie potrzebna.
- Ojj, ale tak niebezpiecznie samej po nocy chodzić. Jeszcze Cię napadną.
- No własnie, niech pan ucieka, może pana ktoś okraść. - kłócąc się z nim, nie zauważyłaś stojącego za Tobą L'a.
- A ty chłopcze co tutaj robisz? - zwrócił się do niego, a ty momentalnie się odwróciłaś. Chłopak stał .. Zdenerwowany? Wkurzony? Chyba tak ...
- Ja przyszedłem po moją Barbie.
- Widzisz pan ... To jest właśnie mój Ken.
- Ej! Młody, pożyczysz mi twoją lale na jakiś czas? Moja nie chcą się ze mną bawić ...
- Jasne - popchnął Cie do starszego pana i zrobił krok. - proszę bardzo - po chwili złapał Cię za nadgarstek i pociągnął za siebie, wymierzając pięść w stronę twarzy staruszka. Myungsoo złamał mu nos. - Miłego wieczoru, proszę pana. - I uciekliście w stronę dormu.
Od tej pory zaimponował Ci i spodobał się."
___ poczekaj! - zawołał jakiś głos z tyłu. Rozpoznałaś go. Sunggyu, chyba się zmartwił, znowu ...
- Po co za mną biegłeś?
- Za każdym razem jak jemy obiad, ty wychodzisz.
- No i co? - zapytałaś głupio.
- Martwię się. Czy Myungsoo coś Ci zrobił?
- Boże, Synggyu. Mówisz jak mama. - roześmiałaś się. Lubiłaś jak Cie pocieszał. Była taki opiekuńczy. Podczas rozmowy poszliście do parku i usiedliście na ławeczce.
- Dlaczego się tak zachowujesz? - spytał
- Jak?
- Przecież widzę. dlaczego mu tego nie powiesz? - Jak przystało na twojego brata, jak zwykle wszystko o Tobie wiedział. O miłości też.
- Od kiedy?
- Noo, od tygodnia? Od tej kłótni o batona.
- A, pamiętam.
"Razem z Sunggyu poszłaś kupić jedzenie do supermarketu. Lodówka świeciła pustkami, a ty jako jedyna kobieta musiałaś iść po zakupy.
- Ciekawe gdzie poszedł Myungoo - powiedział Gyu wpatrzony w etykietę dżemu.
- Pewnie gdzieś się błąka, jak zawsze. - odparłaś. - idę na słodycze
- Dobra
Powędrowałaś spokojnie na dział słodyczy i popatrzyłaś na batony. Chłopcy je uwielbiali, szczególnie Myungsoo. Jakie on lubi batony? pomyślałaś. Postanowiłaś wziąć czekoladowego. Jednak gdy sięgałaś po niego, przez przypadek dotknęłaś czyjejś ręki.
Ręki.
Myungsoo.
Przestraszona cofnęłaś rękę, a L się zaśmiał. Lubił wprawiać Cię w zakłopotanie. W tym czasie dołączył Gyu.
- Co ty robisz? - zapytałaś
- Kupuje sobie batona
- Ale ten miał być mój!
- Przecież ty nie lubisz czekolady. - Co? Skąd on o tym wie? pomyślałaś. Przecież on nigdy się Toba nie interesował.
- N-no i co?
- Nie zjesz, jest mój - i odszedł do kasy. "
Waszą rozmowę przerwał dzwoniący telefon. Zdziwiłaś się, bo był to Myungsoo.
- Halo?
- Gdzie jesteś?
- W parku, a co? Stęskniłeś się?
- Tak - i się rozłączył. Co? Stęsknił się, serio?
- No to ja może wrócę do domu, czekaj tu na niego. Miłegoo - odszedł. Zostawił Cię samą, no nie. Twój brat, pożal Boże.
Siedziałaś i czekałaś. Minęło już 15 min, a chłopaka nadal nie ma. Mimo to, zależało Ci na nim, więc poczekałaś. Kiedyś też musiałaś na niego czekać.
Siedziałaś i czekałaś. Minęło już 15 min, a chłopaka nadal nie ma. Mimo to, zależało Ci na nim, więc poczekałaś. Kiedyś też musiałaś na niego czekać.
Po kolejnych 15 minutach chłopak zjawił się. Spojrzałaś na niego. Włosy lekko mokre zakrywały mu oczy. W ręku trzymał telefon, a w drugiej kurtkę.
- Przepraszam za spóźnienie.
- Nieważne, czego chcesz?
- Co ty taka niemiła?
- O nie wiesz?
- Nie
- No to masz problem. Gadaj co chcesz, bo zimno. - jak na zawołanie L oddał Ci swoją kurtke, Wstał i poszedł za ławkę aby ci ją nałożyć na plecy.
- Widzisz, teraz Ci się nie śpieszy.
- Dobrze, więc czego chcesz?
- Kocham Cię.
.
.
.
- C-co? S-słucham?
- To co słyszałaś.
- To co słyszałaś.
- Al-le jak to?
- No po prostu, kocham Cię najmocniej na świecie.
- Mnie? Przecież ty mnie nienawidzisz.
- No widzisz. I tutaj jest problem.
- Jaki?
- Nie mogę się zdecydować czy mam Cie kochać czy nienawidzić ... Pomóż mi wybrać. - roześmiałaś się. To było bardzo zabawne, a mówiąc to wyglądał słodko.
- Żartujesz sobie?
- Nie? eeee .. Ja ci tutaj miłość wyznaje no!
- O przepraszam, tylko sierotko Marysiu nie zdene..- nie było dane Ci dokończyć. Myungsoo uciszył Cię czułym pocałunkiem, który oczywiście oddałaś ....
- Czyli jednak mnie kochasz?
- Jak to jednak?
- No bo mnie podobno nienawidzisz.
- No, bo tak jest.
- NO TO SIĘ ZDECYDUJ CO TY DO MNIE CZUJESZ!!
- No ... kocham cię - powiedziałaś cichutko
- Coo? Chyba nie dosłyszałem, powtórz!
- KOCHAM CIĘ!
- Udowodnij - uśmiechął się zawiadacko. Takiego L'a kochałaś
- Jeśli Ci coś nie pasuje to lepiej stąd znikaj, bo zaraz urwę Ci jaja ... - rzekłaś poważnym głosem. Chłopak lekko przestraszony zaczęł przed Tobą uciekać. - STÓJ TUTAJ! AISHH NIENAWIDZĘ CIĘ!!!
- Ja teeeż!!!

